Przy okazji wizyty w Restauracji pod Sokołem wspominałam Wam o karcie zniżkowej LOOKmap, pamiętacie?
 

Specjalnie dla Was powstał kod rabatowy 'krakowskiesciezki', który pozwoli Wam na zakup karty z 35% rabatem. Sprawdźcie ofertę na stronie LOOKmap, naprawdę warto! :)

Poza tym w moim życiu trochę zmian, napiszę o tym niebawem. A w "poczekalni" kilka nowych miejsc z Krakowa i nie tylko!

Po bardzo długiej przerwie w końcu udało mi się znaleźć chwilkę czasu, żeby podzielić się z Wami moją kolejną wyprawą kulinarną. Sesja i sprawy osobiste pochłonęły mnie ostatnio w 100%. Przede mną jeszcze kilka egzaminów, ale w ten weekend postanowiłam wypocząć i oderwać się od szarej rzeczywistości.

Aż trudno uwierzyć, że jest luty! Pogoda w ogóle na to nie wskazuje. W piękne, sobotnie przedpołudnie udaliśmy się więc na małą wyprawę do Ośrodka Konferencyjno-Wypoczynkowego Kocierz. Kocierz to szczyt w Beskidzie Małym, niedaleko Andrychowa. Bardzo łatwo można dojechać tam samochodem, natomiast przystanek autobusowy znajduje się jakieś 45 min. pieszo od szczytu. W taką pogodę widoki z góry są naprawdę niesamowite! Latem można popływać i łapać promienie słoneczne na basenie, zagrać w tenisa, w koszykówkę albo poszaleć w parku linowym. Do lata zostało jeszcze trochę czasu, więc musimy zadowolić się spacerami po okolicy i pięknymi widokami. No i jeszcze dobrym jedzeniem!




Mimo pięknej pogody, jest trochę chłodno. Postanawiamy więc zjeść obiad w Karczmie na Kocierzu. Karczma jest naprawdę spora, cała w drewnie. Panuje typowo góralski klimat - drewniane ławy, kominek, regionalne ozdoby. W tle słychać góralskie przyśpiewki. Decydujemy się usiąść przy jednym ze stołów na antresoli. Kelnerka w ludowym stroju pojawia się w mgnieniu oka. W menu tradycyjne jadło kuchni polskiej - przekąski do piwa, oscypki, śledziki, zupy, pierogi, placki ziemniaczane, przeróżne dania mięsne i wegetariańskie oraz spory wybór deserów.
 Niełatwo jest się zdecydować! Jesteśmy głodni, ale nie aż tak żeby pożreć przysłowiowego konia z kopytami. Zamawiamy więc polewkę czosnkową z serem, koperkiem i grzankami oraz michę pełną pierogów babuni, serwowaną z sosem grzybowym. Do tego grzaniec i herbata z konfiturą żurawinową.

Dosłownie dwie minuty po złożeniu zamówienia na naszym stole pojawia się świeży chleb ze smalcem. Pałaszujemy go z apetytem w oczekiwaniu na zupę, jest naprawdę dobry. Przypomina mi się smak dzieciństwa i domowy smalec mojej babci (nie jakiegoś wczesnego dzieciństwa, rzecz jasna; wiecie na pewno, że małe dzieci nie przepadają za smalcem :)). Popijamy nasze rozgrzewające napoje i zajadamy się chlebem, a na naszym stole lądują już półmiski z zupą czosnkową. Polewka jest smaczna, może nie aż tak dobra jak w Czechach, ale jednak całkiem niezła. Na dole pływa lekko roztopiony ser, do tego podane są chrupiące grzanki. Dlaczego nie jest tak dobra jak w Czechach? Bo jest mniej czosnkowa i bardziej słona.





Po zjedzeniu chleba ze smalcem i czosnkowej polewki jesteśmy już całkiem najedzeni. Zupa z serem i grzankami jest niesamowicie sycąca. Po kilku chwilach na stole pojawia się micha pierogów. Micha nadaje się dla dwóch osób, ale trzy osoby też spokojnie mogą zaspokoić głód. Pierogi są pokaźnych rozmiarów, ręcznie lepione. Ruskie, z mięsem i z kapustą i grzybami, oblane pysznym, grzybowym sosem. Niebo w gębie! Uwielbiam pierogi! Te bardzo przypadły mi do gustu - zarówno ciasto jak i farsz. No i ten sos!






Po sytym obiedzie udajemy się na krótką przechadzkę, żeby naładować się pozytywną energią na nadchodzący ciężki tydzień. Kuchnia w Karczmie na Kocierzu bardzo przypadła mi do gustu, mam nadzieję, że latem uda mi się tam jeszcze wybrać. W menu widziałam już kilka dań (i deserów!) których koniecznie chciałabym spróbować.

Wszystkim studentom, którzy jeszcze mają sesję życzę powodzenia i trzymam kciuki! A tym, którzy już się uporali z egzaminami pozostaje mi życzyć błogiego wypoczynku! :)

Karczma na Kocierzu
(Hotel & SPA Kocierz)
ul. Beskidzka 206, Targanice
34-120 Andrychów

dokładniejsze info znajdziecie TUTAJ

Polewka czosnkowa: 8 zł
Micha pierogów (600g): 23 zł
Grzaniec: 7 zł
Herbata z konfiturą: 7 zł
Trzy osoby najadły się i napiły za 65 zł




Jak się czujecie po świątecznym obżarstwie? Brzuchy pełne?

Mam nadzieję, że wypoczęliście i spędziliście ten magiczny, świąteczny czas w gronie najbliższych, a Wasze akumulatory naładowały się pozytywną energią na cały nadchodzący rok!

Dziś kolejny przepis na babeczki. Tym razem w wersji zimowej, bożonarodzeniowej.
Babeczki są przepyszne - pachnące cynamonem i przykryte chmurką bitej śmietany. U mnie wszystkie zniknęły już w wieczór wigilijny, dlatego rozważam przygotowanie ich również na sylwestra. Wam polecam zrobić to samo! :)

ZIMOWE BABECZKI CYNAMONOWE Z BITĄ ŚMIETANĄ

Składniki na 12 babeczek:
  • 150 g masła
  • 150 g cukru trzcinowego
  • 1 torebka cukru waniliowego
  • 2 jajka
  • 150 g mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • mielony cynamon
  • 2 łyżki mleka
Na wierzch:
  • 125 ml śmietany kremówki
  • 30 g cukru pudru
  • do posypania: cukier cynamonowy/cukier trzcinowy, cynamon
Ponadto:
  • forma do 12 babeczek
  • 12 papilotek
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 190 stopni. Formę na babeczki wykładamy papilotkami. Masło ucieramy na puch. Dodajemy cukier i cukier waniliowy, ucieramy wszystko na gładki krem. Dodajemy pojedynczo jajka i ucieramy. Na końcu dodajemy mąkę, proszek do pieczenia i cynamon (według uznania, ja dodałam mniej więcej łyżkę). Dodajemy 2 łyżki mleka i dokładnie mieszamy (lub miksujemy). Foremki napełniamy ciastem do 2/3 wysokości, wstawiamy formę do piekarnika i pieczemy 15-20 min. (trzeba obserwować jak babeczki rosną). Studzimy.
Śmietanę ubijamy z cukrem pudrem. Nakładamy na ostudzone babeczki łyżką lub za pomocą rękawa cukierniczego. Dekorujemy ciastka według uznania - posypujemy cynamonem i cukrem trzcinowym, cukrem cynamonowym, czekoladą....

Smacznego!













W przedświąteczną niedzielę wybrałam się na Targi Fajnych Rzeczy w Bielsku-Białej. Bardzo lubię tego typu wydarzenia. Kiedy tylko dowiedziałam się, że Targi będą miały miejsce w moim rodzinnym mieście na dwa dni przed Świętami, postanowiłam się tam wybrać. Jak wiadomo na targach rękodzieła i tzw. dizajnu można znaleźć niepowtarzalne rzeczy. Udałam się tam przede wszystkim w poszukiwaniu prezentów, ale... większość świątecznych upominków kupiłam już wcześniej (bo nie lubię zostawiać tego na ostatnią chwilę), więc Targi Fajnych Rzeczy były raczej pretekstem do zakupienia kilku drobnostek dla samej siebie :)

Impreza miała miejsce w siedzibie szkoły tańca Salsa-Bielsko, w sali bankietowej w jednej z kamienic na bielskiej Starówce. Wystawców było wielu. Mogliśmy przede wszystkim znaleźć tam stoiska z biżuterią, torebkami, odzieżą, artykułami dla dzieci, dodatkami do domu i... stoisko z przepięknie wyglądającymi babeczkami z The Bakery Cupcakes & Coffee.

Wszystkie stoiska były godne uwagi, naprawdę można było oglądać i kupować te cuda przez całe popołudnie! Sprezentowałam sobie uroczy wisiorek z sikorką z Jeje i przepiękny naszyjnik z brązu (Loska Art). Poza tym jeszcze zakochałam się w słodkich maskotkach-królikach z AY PEPA, w drewnianych torebkach Kolokaina, w okrągłych torebkach  Koperska, w filcowych cudach z Pracowni Kreatywności  i w papeterii Pana Bon Ton

Oby jak więcej takich wydarzeń w tym mieście!










Powyżej zdjęcia kilku moich zdobyczy z Targów Fajnych Rzeczy, a poniżej fotografie ze świątecznego kiermaszu na bielskiej Starówce.






Korzystając z okazji, chciałabym złożyć wszystkim moim Czytelnikom najserdeczniejsze życzenia spokojnych, rodzinnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia oraz samych sukcesów w nadchodzącym roku. Oby wszystko szło po Waszej myśli i żeby powolutku spełniały się wszystkie Wasze marzenia!

Oczywiście życzę Wam również smacznego, bo na pewno w Waszych domach pachnie teraz cynamonem, piernikiem, goździkami, pomarańczami, czekoladą... Wesołych Świąt!







Tydzień temu znowu było wielkie żarcie w FORUM Przestrzenie!  
Tym razem udaliśmy się na Magiczny Foodstock, którego celem było odnalezienie smaku magii noworocznej. 15 grudnia, w słoneczną niedzielę, FORUM po raz kolejny zmieniło się w wielkie targowisko jedzenia, głośnej muzyki i przedświątecznej atmosfery. Były świąteczne potrawy z różnych stron świata, kolorowe łakocie, pachnąca kawa i lodowisko pełne dzieciaków. Ale przede wszystkim było czuć, że idą Święta!

Na poprzednich imprezach tego typu bywałam raczej w porze obiadowej. Tym razem postanowiłam, że wybiorę się na Foodstock koło godziny 18. Z jednej strony miało to swoje plusy - brak kolejek i mnóstwo miejsca do siedzenia (leżaki!). Z drugiej strony część smakołyków była już najzwyczajniej w świecie sprzedana i trzeba było się spieszyć, bo wystawcy mogli w każdej chwili zacząć się zwijać.

Na początku udałam się do HAMSY (HAMSA hummus & happiness israeli restobar) . Ucztowanie zaczęłam od przepysznych kuleczek z owczego sera. Wyglądały jak kawałki kurczaka, były panierowane i smażone. O takim jedzeniu marzyłam przez cały dzień! Stoisko izraelskiej restauracji uginało się pod ciężarem apetycznie wyglądającego jedzenia i najchętniej spróbowałabym tam wszystkiego! Już na poprzednim Foodstocku się na nich nie zawiodłam. Tym razem również jednogłośnie stwierdziłyśmy, że smażony ser to najlepsze danie, jakie tego dnia jadłyśmy.

Ser wyostrzył mój apetyt, udałam się więc na stoisko Bani Zdrowia. Dziewczyny już powoli zwijały stoisko, więc szybko zdecydowałam, że spróbujemy pikantnej, wigilijnej kapusty z groszkiem i ziemniaczkami. Danie było smaczne, ale jak dla mnie trochę zbyt pikantne. Szkoda, że nie udało nam się być wcześniej żeby spróbować jeszcze jakiejś zdrowej potrawy z tego stoiska.

Cukry Ręcznie Robione przyciągały wzrok z daleka, były takie kolorowe! Sympatyczny pan poczęstował nas słodkim, dobrym cukierkiem, a my zachwycone przyglądałyśmy się różnokolorowym cudom. Aż szkoda je jeść!

Na deser tradycyjnie udałyśmy się do Zielonego Talerza. Tym razem spróbowałyśmy rożków z ciasta francuskiego z adwokatowym i karmelowym nadzieniem. Były przepyszne, w szczególności te z nadzieniem karmelowym. Takie ciastka mogłabym jeść przez całe Święta...

Kiedy impreza powoli dobiegała końca, zorientowałam się, że mam jeszcze jeden kupon. Udałyśmy się więc do RotiRoti.  Nie jestem wielką fanką kuchni indyjskiej, ale ciecierzyca w pikantnym sosie curry (Chana Masala) bardzo mi smakowała. Sos był dobrze przyprawiony, ale nie palił w język. Poza tym uwielbiam ciecierzycę! To było bardzo miłe zakończenie magicznej uczty :)

Czekam z utęsknieniem na kolejny Foodstock!







Lista wszystkich wystawców:

  • Smakołyki
  • HAMSA hummus & happiness israeli restobar
  • RotiRoti
  • Restauracja Konfitura
  • Salt & Pepper Food Truck
  • Book me a cookie
  • Etnika
  • Fattorie del Duca Krakòw
  • Oriental Spoon
  • Zielony Talerz
  • Streat Slow Food
  • Qukeria.pl
  • BaniaZdrowia
  • Cukry Ręcznie Robione
  • Makiato
  • Brasserie Sztuka
  • Austriackie Sery Exclusiv
Święta za pasem!!!

W czwartkowe przedpołudnie postanowiłyśmy wybrać się do maleńkiej kawiarni Coffee Street. Kawiarenkę pokazała mi jakiś czas temu moja przyjaciółka, a ja od razu zakochałam się w tym miejscu.

Czwartek. Pogoda dopisuje - wydaje się, że kalendarz kłamie i że jest marzec (a nie połowa grudnia). Dochodzimy do ulicy Dolnych Młynów, blisko Krupniczej. Kawiarnię rozpoznajemy już z daleka po białych, składanych krzesłach, fioletowych kocach, lampionach i doniczkach z wrzosem. Gdyby było odrobinę cieplej może usiadłybyśmy na zewnątrz, jest tak przyjemnie! Niestety na takie atrakcje trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Wchodzimy więc do środka.




Jak już wcześniej napisałam - kawiarenka jest niewielka i bardzo przytulna. W środku zaledwie kilka stolików i krzeseł oraz wygodne, jasne sofy (różany deseń!!!). W Coffee Street panuje już świąteczny nastrój - pierniczki zawieszone pod sufitem na czerwonych wstążkach, w menu kawy z syropami idealnymi na zimę (latte o smaku szarlotki, wanilii, pralinek...). Niezbyt głośne świąteczne nagrania rozbrzmiewają w sali, a plakat pod zegarem sugeruje nam, że przy filiżance kawy spokojnie możemy tutaj zaczekać na nadejście świąt Bożego Narodzenia :)
My niestety aż do Wigilii tutaj nie posiedzimy, ale godzinkę czy dwie na pewno. Zamawiamy latte i tartę z pomidorami, bakłażanem i serem feta. Nie ma nic lepszego zimą niż kawa z dużą ilością mleka i sztywną, mleczną pianką posypaną cynamonem albo kakao! Tarta też jest bardzo smaczna i sycąca, podana oczywiście na ciepło.

Bardzo sympatyczne miejsce. Może niewielkie, ale za to przytulne i jasne. Atmosfera przyjazna, trochę domowa. Jest Wi-Fi, więc można popracować albo poszperać w internecie. Można wpaść ze znajomymi na długie rozmowy przy kubku dobrej kawy albo posiedzieć samotnie i poczytać w spokoju książkę. Latem pojawia się uroczy ogródek w podwórzu kamienicy, który zachęca do łapania promieni słonecznych. Dobra kawa i pyszne ciasta, a także tarty i kanapki dla tych, którzy nie zdążyli zjeść śniadania. Poza tym w tygodniu kawiarnia jest otwarta już od 6.30 (toż to środek nocy!) do 21, a w weekendy od 7.30 (jeszcze głębszy środek nocy!) do 20. Tak więc idealne miejsce na kawę o każdej porze - zarówno dla rannych ptaszków, jak i dla takich śpiochów jak ja.

Coffee Street
ul. Dolnych Młynów 3
Kraków

Kawa latte: 9,50 zł
Tarta z pomidorami, bakłażanem i serem feta: 8 zł