Pewnie sobie myślicie, że jestem szalona. Wspominać babie lato i złotą jesień na początku grudnia?
Na przekór wszystkiemu i wszystkim chyba nie chciałam żegnać się z tym, co było jeszcze niedawno. Dotarło do mnie, że powinnam raczej piec pierniki, kupować prezenty, pić grzańca i siedzieć w domu owinięta w gruby koc, słuchając "Last Christmas". I pewnie zacznę to robić jeszcze dziś. Ale najpierw przypomnę sobie ostatnie cztery całkiem słoneczne miesiące. A potem bezkarnie będę mogła zamknąć w małej szufladce wszystkie te wspomnienia i zacznę myśleć o Świętach.

Tym razem tylko zdjęcia i muzyka. Dużo zdjęć i muzyki, bo dużo się działo.

SIERPIEŃ, WRZESIEŃ - wspomnienie lata...


































PAŹDZIERNIK, LISTOPAD - jesień, jesień...






















Czas mi ucieka przez palce. Nagle z lata zrobiła się jesień, a z jesieni zima. Dobrze, że data w kalendarzu uświadamia mi, że jest już grudzień. Dzięki temu przynajmniej nie zapominam, że przed wyjściem z domu trzeba ubrać płaszcz, szal, kozaki i rękawiczki...

Już kiedyś pisałam, że bardzo lubię okolice Placu Inwalidów. Mam sentyment do tego miejsca, mieszkałam tam kiedyś. Teraz nadal tam bywam, kilka razy dziennie przecinam Plac Inwalidów pieszo albo tramwajem. Jakże wielka była moja radość kiedy nagle pojawiła się tam Bococa Bistro. Wyrosła jak spod ziemi, jakoś na początku marca tego roku. Kusiła smakowitym menu wypisanym kolorową kredą na tablicy przed wejściem. Kusiła minimalistycznym i zarazem przytulnym wnętrzem. Codziennie przechodziłam/przejeżdżałam tamtędy i ślinka mi ciekła. Przez całą wiosnę i całe lato. W końcu nadeszła jesień, a ja doszłam do wniosku, że dłużej już tak nie mogę przechodzić i tylko zerkać do środka jak rasowy podglądacz.

Październik. Złota jesień. Środa. Wieczór. Chłodny wiatr. Bococa Bistro!

Wchodzimy do środka trochę zmarznięte i głodne jak wilki. W środku ciepło i przyjemnie. Jest duży stół. Można usiąść na czymś, co przypomina herbatnik (niestety jest zajęte...). Wybieramy niewielki stolik przy oknie, z widokiem na przystanek tramwajowy. Menu wypisane na wielkiej tablicy kolorową kredą. Ciężko się będzie zdecydować! Po dłuższym namyśle wybieramy trzy różne dania, żeby się nimi podzielić i spróbować kilku potraw. Bierzemy lunch dnia czyli bakłażanową lasagne z serem feta w pomidorowym sosie, ziołowe roladki ze schabu z musem jabłkowym, pieczonymi ziemniakami i gotowanymi warzywami oraz sakiewki szpinakowe z farszem warzywnym w błękitnym sosie serowym. Do tego karafkę białego wina. Tak, będzie uczta!

Po kilku chwilach z radością pałaszujemy już naszą kolację. Ciężko zdecydować, co nam smakuje najbardziej. Lasagne jest bardzo smaczna, sos prawdziwie pomidorowy. Prawdziwa uczta dla miłośników warzyw. Roladki ze schabu w połączeniu z musem jabłkowym i pieczonymi ziemniaczkami to chyba najbardziej sycące danie z tych wybranych przez nas. Moim faworytem zostaje danie nr 3 czyli sakiewki szpinakowe oblane sosem z błękitnego sera. Niebo w gębie!

Po kolacji przyszedł czas na deser. Nie wiem czy będziemy w stanie go zmieścić po takiej ilości pysznych potraw, które zjadłyśmy, ale nie możemy się opanować. Ciasto czekoladowe wygląda fantastycznie! Bierzemy jeden kawałek na spółkę. Ciasto jest bardzo bardzo czekoladowe, smakuje jeszcze lepiej niż wygląda. To chyba jedno z lepszych ciast czekoladowych, jakie jadłam! Nie jest za słodkie, nie jest suche, smakuje prawdziwą czekoladą. Idealne zakończenie bardzo udanego wieczoru.

I tak właśnie w październiku pokochałam Bococę. W listopadzie wróciłam na fantastyczny krem z dyni, który również mnie nie zawiódł. W grudniu też wrócę. Może tym razem na śniadanie?

Bococa Bistro
Plac Inwalidów 7
Kraków

Lunch dnia (bakłażanowa lasagne): 18 zł
Roladki ze schabu: 19 zł
Sakiewki szpinakowe: 18 zł
Karafka białego wina: 24 zł
Ciasto czekoladowe: 9 zł








Foodstock Berlin Edition

Pamiętacie Zakochany Foodstock? Mnóstwo ludzi. Głośna muzyka. Dużo dobrego jedzenia. Jedna porcja za karnet o wartości 5 zł. Przypominacie sobie?
Tym razem wybierzemy się do FORUM Przestrzenie na jesienną odsłonę festiwalu. Będzie nietypowo, ulicznie, "po berlińsku". Będą tłumy ludzi i głośna muzyka. Będą ekologiczne ciasta i mniej ekologiczne burgery. Będą food trucki dla wielbicieli jedzenia na świeżym powietrzu i typowe stoiska w FORUM.  A co najważniejsze - będzie smacznie!

6 października, czyli prawie dwa miesiące temu (jak ten czas leci!), w pochmurne, niedzielne popołudnie udaliśmy się do FORUM Przestrzenie na wielkie żarcie. Oczywiście byliśmy wszyscy bardzo głodni, bo przed każdym Foodstockiem należy sobie robić co najmniej 24-godzinną głodówkę. Już z daleka zobaczyliśmy dzikie tłumy przed FORUM - kolejki wijące się przy food truckach, obsadzone leżaki i murki. Zapach burgerów i smażonych pierożków dobiegający z ciężarówek jeszcze bardziej pobudził nasz apetyt. W środku jeszcze więcej ludzi niż na zewnątrz, mieszanka zapachów, rozmów i klubowej muzyki. Istne szaleństwo! Kolejka po karnety na szczęście nie była zbyt długa, więc po kilku chwilach mogliśmy wyruszyć już na polowanie (dosłownie :)). Dziewczyny zaczęły ucztowanie od słodkiej przekąski z Shake&Bake - skusiły się na shake z ciasteczkami Oreo i oponkę z czekoladą. My udałyśmy się do stoiska o wdzięcznej nazwie Przylądek Dobrej Nadziei, gdzie kupiłyśmy kieszonkę z ciasta ze szpinakowym farszem i tortille z warzywami. Pyszne i bardzo warzywne, idealne na początek kulinarnej uczty! Bardzo bardzo nam smakowało, chętnie odwiedzimy ten przylądek kolorowej Afryki na krakowskim Kazimierzu i spróbujemy innych przysmaków - aromatycznej kawy, herbaty albo fajki wodnej!




Następnie ustawiłyśmy się w kolejce do stoiska Hamsy (HAMSA hummus & happiness israeli restobar). Wiadomo, że Hamsa słynie z dobrego jedzenia, więc trzeba było trochę poczekać. Wszystko wyglądało bardzo apetycznie - kolorowe tarty, hummus, wrapy z warzywami... Zaszalałyśmy więc i spróbowałyśmy kilku przysmaków. Po pierwsze: wrap z warzywami i sosem czosnkowym - bardzo sycący! Po drugie: falafel z hummusem i warzywami w chlebku pita - fantastyczny! Po trzecie: tarta z dynią, figami i serem - niebo w gębie! Przysmaki kuchni izraelskiej zaczarowały nasze podniebienia, sama nie wiem która z tych trzech potraw była najlepsza.






Dziewczyny próbowały jeszcze smażonych pierożków (Salt & Pepper Food Truck), warzywnego burgera i kolorowych kanapek (Eko Chleb).


Na deser udałyśmy się na stoisko Youmiko Sushi, gdzie spałaszowałyśmy przysmak japońskiej kuchni z pstrągiem i ogórkiem. Później odwiedziłyśmy stoisko Zielonego Talerza, gdzie jadłam najlepszy w życiu tofurnik cappuccino czyli sernik bez sera (ale za to z tofu!) o smaku cappuccino. Zielony Talerz to ekologiczna cukiernia, w której zakochałam się już na poprzednim Foodstocku. Zdrowe słodycze w tym wypadku to nie oksymoron!
Na koniec spałaszowałyśmy tiramisu z Si Gela i z pełnymi brzuchami zasiadłyśmy na murku przed FORUM, żeby odpocząć po wielkim obżarstwie. 

Kolejny Foodstock już 15 grudnia!


Tofurnik cappuccino

Tiramisu


Lista wszystkich wystawców:
  • HAMSA hummus & happiness israeli restobar
  • Streat Slow Food
  • Lody Si Gela
  • Shake & Bake
  • Spółdzielnia Organic Bar & Take-away
  • Well Done
  • Salt & Pepper Food Truck
  • Samosa - pierożki indyjskie
  • BonJour CaVa
  • Zielony Talerz
  • Youmiko Sushi Cracow
  • United Visions
  • Gotowanie z pasją
  • Przylądek Dobrej Nadziei
  • Forum Przestrzenie
  • Burgertata
  • Eko Chleb

Najedzeni Fest! JESIEŃ

27 października po raz kolejny odwiedziliśmy FORUM Przestrzenie. Tym razem odbywała się tam jesienna edycja Najedzeni Fest!, poświęcona głównie winom. Do udziału zostali zaproszeni winiarze z Polski i ze świata. Można było nie tylko napić się tego trunku, ale również porozmawiać na temat kultury picia wina z wystawcami.
Ludzi i stoisk było co najmniej trzy razy więcej niż na Foodstocku. Były food trucki, stoiska kawiarni, restauracji, stowarzyszeń, blogerów... Były nawet stoiska z designerskimi ciuchami, przepięknymi filiżankami i kubkami (KALVA) oraz wiele innych atrakcji.

Nie zabawiliśmy tam długo, bo w planach mieliśmy wyjście do kina, ale spróbowaliśmy kilku fantastycznych potraw.
Po pierwsze: przepyszna tarta z marchewką i boczkiem (która na ciepło na pewno smakowałaby jeszcze lepiej!) od bardzo miłych Panów z Gotowanie z Pasją. Tarta wyglądała i smakowała bardzo dobrze, poza tym była niesamowicie sycąca. 



Na stoisku cukierni Tartelette  spróbowaliśmy przepysznych, maleńkich babeczek z budyniowym kremem waniliowym i malinami. Niebo w gębie! Jak to mówią: mała rzecz a cieszy. Dziewczyny spróbowały również bardzo dobrego ciasta z galaretką owocową.


Na koniec udaliśmy się do Burgertaty, na słynne burgery z ciężarówki. Postawiłyśmy na serowe smaki: Aga i ja zamówiłyśmy na pół burgera z serem gorgonzola (Don Blue - wołowina, ser gorgonzola, sałata, pomidor, czerwona cebula, ketchup), dziewczyny zamówiły burgera z pomarańczowym serem Mimolette (Cheese - wołowina, ser Ementaler, ser Mimolette, sałata, czerwona cebula, ogórek konserwowy, pomidor, majonez, ketchup). Burgeromaniaków znalazło się wielu, więc trzeba było trochę poczekać. W międzyczasie udaliśmy się na stoisko z winem gruzińskim.
Zanim burgery były gotowe, zdążyliśmy już wypić nasze wino i trochę się podenerwować, że nie zdążymy dojechać do kina na czas. Ale warto było poczekać - burgery były bardzo dobre, wzięliśmy je na wynos i pałaszowaliśmy w tramwaju. 

Supra - wino z Gruzji


Kosmiczny burger