Pisałam, że Warsztat to idealne miejsce na romantyczną kolację we dwoje. A żeby nie rzucać słów na wiatr, na taką kolację się wybrałam :)

Mroźny wieczór, śnieg prószy. On w końcu założył szalik, ja znów zapomniałam czapki.
Tramwaj powoli toczy się w kierunku Kazimierza, jesteśmy już naprawdę bardzo głodni.
Wysiadamy na Miodowej i szybkim krokiem mkniemy wąskimi uliczkami. Docieramy na Bożego Ciała - bywaliśmy tylko w Warsztacie przy Izaaka, trzeba coś w końcu zmienić :)

Lokal jest znacznie większy, bardziej przestronny, trochę mniej przytulny, ale wciąż klimatyczny. I oczywiście wszędzie są instrumenty! Siadamy przy stoliku w rogu sali, pod dużym lustrem. Nie jest ani zbyt głośno, ani zbyt tłoczno. Idealnie.

Dziś będzie uczta, nie ma co sobie żałować! Dwie lampki wina, krem z pomidorów pellati, zupa cebulowa z grzankami i parmezanem, tagliatelle ai funghi (z sosem śmietanowo-borowikowym) oraz łosoś z pieca z sosem z zielonego pieprzu, pieczone ziemniaczki i sałatka z sosem vinaigrette. Poezja!

Moja zupa cebulowa jest pyszna. Gorąca, aromatyczna, idealna dla takiego zmarzlucha jak ja. Nie żałuję parmezanu ani grzanek, nadają potrawie wyrazistości. Tego mi było trzeba! Krem z pomidorów ma piękny kolor, pachnie nieziemsko. Nie mogę się powstrzymać i próbuję odrobinę... Gęsty, bardzo pomidorowy, świetnie doprawiony. Istne niebo w gębie.

Nasze zupki trochę nas już napełniły, gdzie my zmieścimy drugie danie? Na stole, przed nami, gigantyczna miska makaronu i pieczony łosoś.
Tagliatelle ai funghi już jadłam i wiem, że jest przepyszne, więc mój Luby musi sam uporać się z tą naprawdę sporą porcją makaronu. Ja zabieram się za mojego łososia. Sos z zielonym pieprzem jest bardzo smaczny. Dobrze komponuje się nie tylko z rybą, ale również z pieczonymi ziemniaczkami.
Nie zjadłam nawet połowy, a jestem już pełna! Polewam warzywa sosem vinaigrette, popijam wino, rozmawiamy. Po dłuższej chwili nasze talerze są już prawie puste, za to brzuchy wypełnione do granic możliwości przepysznym jedzeniem.

Humory przednie, brzuchy pełne, uczta w Warsztacie zakończona. Wrócimy jeszcze nie raz na taką kolację - romantyczną i pyszną :)

Warsztat
ul. Bożego Ciała 1
Kraków








Już dawno miałam napisać o tym miejscu, niestety piszę dopiero teraz. A przecież Pozytywka to jedna z moich ulubionych klubokawiarni w Krakowie! 

Jakiś czas temu krążyłam z moją przyjaciółką po Kazimierzu. Jak wiadomo, w piątkowe wieczory wszystkie knajpki są wypchane po brzegi i ciężko znaleźć jakikolwiek wolny stolik (albo chociaż krzesło!). A chciałoby się napić dobrego piwka, porozmawiać, posiedzieć w ciepełku...

Nasz cel: Pozytywka - kawiarnia i klub w jednym. Trafiłam tam dawno temu, jeszcze na pierwszym roku studiów. Tyle spotkań, tyle rozmów, tyle pustych filiżanek po gorącej czekoladzie, tyle opróżnionych kufli! Spędzałam tam kiedyś większość czasu wolnego, mam masę dobrych wspomnień... Dlatego teraz podwójnie żałuję, że ostatnio cierpię na chorobę zwaną "brak czasu" i bywam w Pozytywce znacznie rzadziej.

W końcu nadarzyła się okazja żeby odwiedzić moją ulubioną kazimierską knajpkę. Godzina jeszcze wczesna, nie ma ludzi. Pewnie pojawią się później, spragnieni dzikich pląsów na parkiecie. Zajmujemy miękką, czarną sofę; rozglądam się dookoła. Stęskniłam się za tymi wygodnymi kanapami, fotografiami na ścianach (bo Pozytywka jest też galerią współczesnej fotografii!), delikatnym oświetleniem...

A teraz pora na najlepszą część wieczoru: piwo z sokiem arbuzowym! Decyzja nie była łatwa - tyle kuszących smaków... Ale arbuz to jednak strzał w dziesiątkę.
Smaczne piwo, miłe towarzystwo, spokojna rozmowa - tego mi było trzeba! Czas płynie powoli, jakby się zatrzymał. Może spróbujemy jeszcze piwa z sokiem z liczi? Sama nie wiem, które mi bardziej smakuje, oba są niezłe. Bo przecież niecodzienne połączenia są najlepsze!

Poza piwkiem w menu jest oczywiście kawa, kawy smakowe, drinki, tosty i jedna z lepszych czekolad na gorąco w Krakowie! Przeróżne smaki do wyboru, można zwariować. Zdam relację, jak tylko się tam wybiorę po zastrzyk magnezu :)

Klimatyczne wnętrza, przyjemna atmosfera, pyszne napoje. Wejdziesz raz do Pozytywki - utkniesz tam na długo i będziesz wracać często, wiem coś o tym. Co tu dużo mówić - bardzo POZYTYWNE miejsce!

Piwo z sokiem: 9 zł
Czekolada na gorąco: poniżej 10 zł 

Klub Pozytywka
ul. Bożego Ciała 12
Kraków










Co kojarzy mi się z grudniem?

Śnieg. Ciepłe skarpety. Zapach wanilii, czekolady, cynamonu. Świeczka, którą dostałam od Kasi. Ciasteczka z żurawiną. Pudełko pełne czekoladek dla mojej Mamy. Poszukiwanie prezentów. Szalik w renifery. Grzane wino. Pomarańcze. Domowe wypieki. Gorąca kawa z mlekiem i miodem. Długie wieczory. Niekończące się rozmowy. Dobre filmy. Granie w karty do późnej nocy. Poranki z tostami francuskimi. Herbata z sokiem malinowym. Wielkie porządki. Jeszcze większe zakupy. Poszukiwanie rękawiczek w torebce pełnej "najpotrzebniejszych" rzeczy. Wszechobecne choinki. Święty Mikołaj. Wełniane swetry. Spóźnione autobusy. Oblodzone chodniki. Pachnące mydełka. Ciepłe kakao. "Śniadanie u Tiffany'ego". Aromatyczny barszcz. Gorąca czekolada. Miękki koc. Chwile spędzone z moimi bliskimi. "December Song" od rana do wieczora.










Zaczynam powoli przyzwyczajać się do zimy. Może nawet zaakceptowałam już jej nadejście...

Nie jestem w najlepszym nastroju. Chodnik przypomina lodowisko. Ja przypominam kosmonautę. Mój autobus się spóźnił. Znowu!!!
Po dłuższej chwili docieram na Plac Inwalidów. Natalia macha do mnie z przeciwnej strony ulicy. Śnieg zaczyna padać, głód nam doskwiera. Na szczęście na horyzoncie pojawia się Luigi (nie przystojny Włoch, ale lokal, o którym już kiedyś wspominałam :))

Wchodzimy do środka. Jak przyjemnie! Z głośników dobiega głos Georga Michaela -  nieśmiertelne "Last Christmas". Akcenty świąteczne królują - jest niewielka choinka, są kolorowe bombki. Wystrój jest ciekawy, minimalistyczny. "Niewidzialne" krzesła, baletnice na czarno-białych fotografiach, stonowane kolory. I sporo miejsca.
Zajmujemy wygodne, szare sofy. Chyba po raz pierwszy decydujemy się szybko co chcemy zjeść - pizzę góralską! Mozzarella, oscypek, boczek, cebula. Do tego oczywiście żurawina. Od zawsze chciałyśmy spróbować pizzy góralskiej, ale jakoś nie było wcześniej okazji - zawsze kończyło się na jedzeniu starej, dobrej Capricciosy. W końcu, w chłodne, grudniowe popołudnie, zjemy pizzę z oscypkiem i żurawiną :)

Herbata z płatkami róży pachnie pięknie. Za oknem pada śnieg, a my siedzimy i rozmawiamy w ciepłej i przytulnej knajpce. Na stole pojawia się gorąca, pachnąca serem i boczkiem pizza. I dżem żurawinowy. Czego chcieć więcej?

Pizza jest bardzo smaczna, chociaż smak oscypka nie jest intensywny. Boczek i sery dobrze komponują się z żurawiną. Ciasto jest cienkie i delikatne, takie jak lubię. Ciekawe połączenie smaków, na zimę jak znalazł.

Nasze rozmowy przeplatają się z dźwiękami świątecznych nagrań, ze stukotem tramwajów za oknami. Pizza znika z talerzy. Na zewnątrz jest już zupełnie ciemno!
Luigi 1930 ze swoim przyjemnym wnętrzem, rozbudowanym menu, dobrą lokalizacją i smacznym jedzeniem to idealne miejsce na obiad, kolację albo małą przekąskę w zimowy dzień. Duży wybór grzańców (wino i piwo), miła atmosfera, spokój. Można usiąść wygodnie, porozmawiać, poczytać. I spróbować przepysznej gorącej czekolady!!! Albo góralskiej pizzy :)

Pizza góralska 32 cm: 28,90 zł
Herbata z dodatkiem płatków róży (0,4 l): 8 zł
Coca-Cola Light (0,2 l): 5 zł















Nie mogłyśmy się powstrzymać :)


Bonjour!

Jako fanka języka, kultury i kuchni francuskiej nie mogłabym pominąć tego miejsca! La Petite France (czyli Mała Francja) to niewielki skrawek Paryża w Krakowie. Zaglądam tam co jakiś czas. Siedzę wygodnie, piję dobrą kawę, wcinam croissanta i wyobrażam sobie, że tuż za rogiem stoi wieża Eiffla.

Maleńkie bistro, paryski klimat. Kilka stolików, półki wypełnione słoikami z konfiturą Bonne Maman. Czarno-białe fotografie, wino i szampan. Zapach świeżych bagietek. Cudownie!
Siadam na wysokim, barowym stołku, tuż przy oknie. Zamawiam café au lait. Sięgam po gazetę. Obserwuję ludzi na ulicy. Myślę o tym, co wydarzyło się w tym roku. Grudzień zawsze skłania do refleksji...

W Małej Francji jest wszystko to, co lubię. Crème brûlée, mus czekoladowy, eklery, kolorowe makaroniki, chrupiące bagietki, przeróżne sery, wędliny i kanapki. Są też tarty, sałatki, pyszny quiche i (dla odważnych) foie gras z gęsich wątróbek. Wszystkie smakowitości można również skonsumować w domu, bo La Petite France to kawiarenka i sklep w jednym.

Wymarzone miejsce na śniadanie i poranną kawę. Albo na lunch. Na kolację przy lampce wina również. Przechodząc ulicą św. Tomasza zawsze mam ochotę tam wejść, chociaż na jednego makaronika. W Małej Francji jest spokojnie, przytulnie i smacznie. Kto raz tam zajrzy, na pewno jeszcze wróci :)

La Petite France
ul. św. Tomasza 25
Kraków