Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierogi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierogi. Pokaż wszystkie posty
Po bardzo długiej przerwie w końcu udało mi się znaleźć chwilkę czasu, żeby podzielić się z Wami moją kolejną wyprawą kulinarną. Sesja i sprawy osobiste pochłonęły mnie ostatnio w 100%. Przede mną jeszcze kilka egzaminów, ale w ten weekend postanowiłam wypocząć i oderwać się od szarej rzeczywistości.

Aż trudno uwierzyć, że jest luty! Pogoda w ogóle na to nie wskazuje. W piękne, sobotnie przedpołudnie udaliśmy się więc na małą wyprawę do Ośrodka Konferencyjno-Wypoczynkowego Kocierz. Kocierz to szczyt w Beskidzie Małym, niedaleko Andrychowa. Bardzo łatwo można dojechać tam samochodem, natomiast przystanek autobusowy znajduje się jakieś 45 min. pieszo od szczytu. W taką pogodę widoki z góry są naprawdę niesamowite! Latem można popływać i łapać promienie słoneczne na basenie, zagrać w tenisa, w koszykówkę albo poszaleć w parku linowym. Do lata zostało jeszcze trochę czasu, więc musimy zadowolić się spacerami po okolicy i pięknymi widokami. No i jeszcze dobrym jedzeniem!




Mimo pięknej pogody, jest trochę chłodno. Postanawiamy więc zjeść obiad w Karczmie na Kocierzu. Karczma jest naprawdę spora, cała w drewnie. Panuje typowo góralski klimat - drewniane ławy, kominek, regionalne ozdoby. W tle słychać góralskie przyśpiewki. Decydujemy się usiąść przy jednym ze stołów na antresoli. Kelnerka w ludowym stroju pojawia się w mgnieniu oka. W menu tradycyjne jadło kuchni polskiej - przekąski do piwa, oscypki, śledziki, zupy, pierogi, placki ziemniaczane, przeróżne dania mięsne i wegetariańskie oraz spory wybór deserów.
 Niełatwo jest się zdecydować! Jesteśmy głodni, ale nie aż tak żeby pożreć przysłowiowego konia z kopytami. Zamawiamy więc polewkę czosnkową z serem, koperkiem i grzankami oraz michę pełną pierogów babuni, serwowaną z sosem grzybowym. Do tego grzaniec i herbata z konfiturą żurawinową.

Dosłownie dwie minuty po złożeniu zamówienia na naszym stole pojawia się świeży chleb ze smalcem. Pałaszujemy go z apetytem w oczekiwaniu na zupę, jest naprawdę dobry. Przypomina mi się smak dzieciństwa i domowy smalec mojej babci (nie jakiegoś wczesnego dzieciństwa, rzecz jasna; wiecie na pewno, że małe dzieci nie przepadają za smalcem :)). Popijamy nasze rozgrzewające napoje i zajadamy się chlebem, a na naszym stole lądują już półmiski z zupą czosnkową. Polewka jest smaczna, może nie aż tak dobra jak w Czechach, ale jednak całkiem niezła. Na dole pływa lekko roztopiony ser, do tego podane są chrupiące grzanki. Dlaczego nie jest tak dobra jak w Czechach? Bo jest mniej czosnkowa i bardziej słona.





Po zjedzeniu chleba ze smalcem i czosnkowej polewki jesteśmy już całkiem najedzeni. Zupa z serem i grzankami jest niesamowicie sycąca. Po kilku chwilach na stole pojawia się micha pierogów. Micha nadaje się dla dwóch osób, ale trzy osoby też spokojnie mogą zaspokoić głód. Pierogi są pokaźnych rozmiarów, ręcznie lepione. Ruskie, z mięsem i z kapustą i grzybami, oblane pysznym, grzybowym sosem. Niebo w gębie! Uwielbiam pierogi! Te bardzo przypadły mi do gustu - zarówno ciasto jak i farsz. No i ten sos!






Po sytym obiedzie udajemy się na krótką przechadzkę, żeby naładować się pozytywną energią na nadchodzący ciężki tydzień. Kuchnia w Karczmie na Kocierzu bardzo przypadła mi do gustu, mam nadzieję, że latem uda mi się tam jeszcze wybrać. W menu widziałam już kilka dań (i deserów!) których koniecznie chciałabym spróbować.

Wszystkim studentom, którzy jeszcze mają sesję życzę powodzenia i trzymam kciuki! A tym, którzy już się uporali z egzaminami pozostaje mi życzyć błogiego wypoczynku! :)

Karczma na Kocierzu
(Hotel & SPA Kocierz)
ul. Beskidzka 206, Targanice
34-120 Andrychów

dokładniejsze info znajdziecie TUTAJ

Polewka czosnkowa: 8 zł
Micha pierogów (600g): 23 zł
Grzaniec: 7 zł
Herbata z konfiturą: 7 zł
Trzy osoby najadły się i napiły za 65 zł




Wczoraj przestałam mieć wątpliwości, że nadszedł grudzień i że na ciepłe dni trzeba będzie poczekać dobre kilka miesięcy. Długo nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli, bo przecież jeszcze niedawno narzekaliśmy na upały, a teraz trzęsiemy się z zimna na przystankach autobusowych. Poza tym ostatnie wietrzne noce na poddaszu do najprzyjemniejszych nie należały. W nocy nie mogłam spać, bo ciągle miałam wrażenie, że miły Ksawery przywłaszczy sobie mój dach. Ale przejdźmy do sedna.

Jako osoba ciepłolubna najchętniej zapadałabym w sen zimowy od grudnia do marca (może z przerwą na święta Bożego Narodzenia, na imprezę sylwestrową i moje urodziny). Z drugiej strony ciężko mi wysiedzieć w domu dłużej niż jeden dzień - przecież tyle się dzieje! Tyle miejsc trzeba odwiedzić, z tyloma osobami porozmawiać! I tak właśnie całą zimę walczę sama ze sobą - moja niedźwiedzia natura kłóci się z naturą wszędobylskiego włóczykija. Zazwyczaj włóczykij wygrywa, bo przecież szkoda życia na siedzenie w domu. Jeżeli Wy też macie w sobie coś z włóczykija i nie straszna Wam zima to właśnie dla Was powstała Karta LOOKmap, która oferuje zniżki na różnego typu usługi (zniżki do restauracji, klubów, kawiarni, pubów, kin, klubów fitness, rabaty na usługi fryzjerskie/kosmetyczne). Szczegółowe informacje znajdziecie na stronie LOOKmap (link powyżej). Wyjdźmy z domów, tyle rozrywek czeka! :)

Wczoraj, mimo wiatru i śniegu postanowiłyśmy udać się do Restauracji Pod Sokołem żeby spróbować specjałów kuchni polskiej.

Pod Sokołem to miejsce nieprzypadkowe… W historycznych piwnicach krakowskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” pierwsza restauracja zaistniała już w połowie XIX w. Dziś to miejsce, w którym zatrzymał się czas i gdzie można odnaleźć atmosferę i klimat przedwojennych restauracji. Powstało dzięki pasji właścicieli do tradycyjnych smaków i starego kina, a unikalne połączenie historycznego wnętrza, filmowej magii i aromatów polskiej kuchni gwarantuje Gościom wspaniałe doznania kulinarne i estetyczne.

Taki opis możemy znaleźć na stronie Restauracji. Brzmi kusząco! Owinięte ciepłymi szalami wybieramy się więc do Sokoła żeby poczuć klimat z dawnych lat.

Restauracja mieści się przy ulicy Piłsudskiego, dosłownie kilka kroków od przystanku Cracovia. Zmarznięte wchodzimy do środka, a właściwie do podziemi. Lokal jest spory, póki co tylko jeden stolik jest zajęty. Po lewej stronie, w drugiej części lokalu kilka nakrytych stołów, przygotowanych zapewne na jakąś imprezę okolicznościową. W głębi sali ukryty jest bar. Zdjęcia gwiazd sprzed lat kontrastują ze sztucznymi kwiatami i kolędami, które rozbrzmiewają w restauracji odrobinę za głośno. Zasiadamy przy stoliku i podejrzliwie przyglądamy się tajemniczemu "pudełku" z przyprawami i serwetkami... Po chwili pojawia się kelner.

W karcie poza specjałami kuchni polskiej znajdziemy włoskie makarony i amerykańskie burgery. My decydujemy się na klasyczne dania: pierogi kresowe (z ziemniakami i skwarkami) i polędwiczki wieprzowe w sosie z grzybów leśnych serwowane z ziemniakami i zestawem surówek. Oczekiwanie na posiłek umili nam gin z tonikiem.

Po kilkunastu minutach na naszym stole pojawiają się talerze wypełnione jedzeniem. Pierogi wyglądają apetycznie, podane są ze skwarkami i śmietaną. Pachną zachęcająco! Ciasto i farsz są naprawdę niezłe, niestety pierożki są chłodne. Uwielbiam pierogi i czuję się trochę zawiedziona - pierogi muszą być gorące! Gdyby były cieplejsze to na pewno spałaszowałybyśmy je z wielkim apetytem.
Profilaktycznie prosimy kelnera o podgrzanie polędwiczek, bo też nie są gorące. Nie ma z tym żadnego problemu i po kilku chwilach możemy jeść mięso w sosie grzybowym. Zarówno mięso jak i polędwiczki są smaczne. Zamiast zestawu surówek jest sałatka wiosenna z sosem vinegrette, całkiem smaczna, jak u babci.

Po obiedzie decydujemy się na kawę i deser. Deser sezonowy niestety można zjeść tylko latem (truskawki z bitą śmietaną), pozostaje nam do wyboru szarlotka, sernik, ciasto Marlenka albo pucharek lodowy. Wybieramy szarlotkę z pieca z lodami waniliowymi i sosem toffi. Do tego biała kawa. Kawa jest dobra i mocna, idealna po sporym obiedzie (a w sumie to kolacji). Kelner zauważył, że dzielimy się posiłkami na pół i przyniósł nam jedną porcję szarlotki podzieloną na dwa osobne talerzyki, co było bardzo miłe :)
Ciasto jest ciepłe i bardzo smaczne. Poza tym jest kruszonka, którą uwielbiam.

Z pełnymi brzuchami opuszczamy Restaurację Pod Sokołem. Wychodzimy w idealnym momencie, bo akurat dj zaczął już rozkładać swój sprzęt i pojawili się pierwsi goście na imprezę okolicznościową.
Wieczór możemy zaliczyć do udanych, mimo chłodnych pierożków, głośnych kolęd i garści innych detali.

Restauracja Pod Sokołem
Piłsudskiego 27
30-049 Kraków

Z kartą LOOKmap 25% zniżki na wszystkie dania w Restauracji Pod Sokołem, do każdego zestawu filiżanka gorącego napoju lub szklanka zimnego, bezalkoholowego napoju gratis.

Pierogi kresowe: 13,90 zł
Polędwiczki wieprzowe w sosie grzybowym z ziemniakami i surówką: 23 zł
Szarlotka z pieca: 11 zł
Kawa biała: 5 zł
Gin + tonic: (6 zł + 5 zł) 11 zł



Tajemnicze "pudełko" z przyprawami i serwetkami









Foodstock Berlin Edition

Pamiętacie Zakochany Foodstock? Mnóstwo ludzi. Głośna muzyka. Dużo dobrego jedzenia. Jedna porcja za karnet o wartości 5 zł. Przypominacie sobie?
Tym razem wybierzemy się do FORUM Przestrzenie na jesienną odsłonę festiwalu. Będzie nietypowo, ulicznie, "po berlińsku". Będą tłumy ludzi i głośna muzyka. Będą ekologiczne ciasta i mniej ekologiczne burgery. Będą food trucki dla wielbicieli jedzenia na świeżym powietrzu i typowe stoiska w FORUM.  A co najważniejsze - będzie smacznie!

6 października, czyli prawie dwa miesiące temu (jak ten czas leci!), w pochmurne, niedzielne popołudnie udaliśmy się do FORUM Przestrzenie na wielkie żarcie. Oczywiście byliśmy wszyscy bardzo głodni, bo przed każdym Foodstockiem należy sobie robić co najmniej 24-godzinną głodówkę. Już z daleka zobaczyliśmy dzikie tłumy przed FORUM - kolejki wijące się przy food truckach, obsadzone leżaki i murki. Zapach burgerów i smażonych pierożków dobiegający z ciężarówek jeszcze bardziej pobudził nasz apetyt. W środku jeszcze więcej ludzi niż na zewnątrz, mieszanka zapachów, rozmów i klubowej muzyki. Istne szaleństwo! Kolejka po karnety na szczęście nie była zbyt długa, więc po kilku chwilach mogliśmy wyruszyć już na polowanie (dosłownie :)). Dziewczyny zaczęły ucztowanie od słodkiej przekąski z Shake&Bake - skusiły się na shake z ciasteczkami Oreo i oponkę z czekoladą. My udałyśmy się do stoiska o wdzięcznej nazwie Przylądek Dobrej Nadziei, gdzie kupiłyśmy kieszonkę z ciasta ze szpinakowym farszem i tortille z warzywami. Pyszne i bardzo warzywne, idealne na początek kulinarnej uczty! Bardzo bardzo nam smakowało, chętnie odwiedzimy ten przylądek kolorowej Afryki na krakowskim Kazimierzu i spróbujemy innych przysmaków - aromatycznej kawy, herbaty albo fajki wodnej!




Następnie ustawiłyśmy się w kolejce do stoiska Hamsy (HAMSA hummus & happiness israeli restobar). Wiadomo, że Hamsa słynie z dobrego jedzenia, więc trzeba było trochę poczekać. Wszystko wyglądało bardzo apetycznie - kolorowe tarty, hummus, wrapy z warzywami... Zaszalałyśmy więc i spróbowałyśmy kilku przysmaków. Po pierwsze: wrap z warzywami i sosem czosnkowym - bardzo sycący! Po drugie: falafel z hummusem i warzywami w chlebku pita - fantastyczny! Po trzecie: tarta z dynią, figami i serem - niebo w gębie! Przysmaki kuchni izraelskiej zaczarowały nasze podniebienia, sama nie wiem która z tych trzech potraw była najlepsza.






Dziewczyny próbowały jeszcze smażonych pierożków (Salt & Pepper Food Truck), warzywnego burgera i kolorowych kanapek (Eko Chleb).


Na deser udałyśmy się na stoisko Youmiko Sushi, gdzie spałaszowałyśmy przysmak japońskiej kuchni z pstrągiem i ogórkiem. Później odwiedziłyśmy stoisko Zielonego Talerza, gdzie jadłam najlepszy w życiu tofurnik cappuccino czyli sernik bez sera (ale za to z tofu!) o smaku cappuccino. Zielony Talerz to ekologiczna cukiernia, w której zakochałam się już na poprzednim Foodstocku. Zdrowe słodycze w tym wypadku to nie oksymoron!
Na koniec spałaszowałyśmy tiramisu z Si Gela i z pełnymi brzuchami zasiadłyśmy na murku przed FORUM, żeby odpocząć po wielkim obżarstwie. 

Kolejny Foodstock już 15 grudnia!


Tofurnik cappuccino

Tiramisu


Lista wszystkich wystawców:
  • HAMSA hummus & happiness israeli restobar
  • Streat Slow Food
  • Lody Si Gela
  • Shake & Bake
  • Spółdzielnia Organic Bar & Take-away
  • Well Done
  • Salt & Pepper Food Truck
  • Samosa - pierożki indyjskie
  • BonJour CaVa
  • Zielony Talerz
  • Youmiko Sushi Cracow
  • United Visions
  • Gotowanie z pasją
  • Przylądek Dobrej Nadziei
  • Forum Przestrzenie
  • Burgertata
  • Eko Chleb

Najedzeni Fest! JESIEŃ

27 października po raz kolejny odwiedziliśmy FORUM Przestrzenie. Tym razem odbywała się tam jesienna edycja Najedzeni Fest!, poświęcona głównie winom. Do udziału zostali zaproszeni winiarze z Polski i ze świata. Można było nie tylko napić się tego trunku, ale również porozmawiać na temat kultury picia wina z wystawcami.
Ludzi i stoisk było co najmniej trzy razy więcej niż na Foodstocku. Były food trucki, stoiska kawiarni, restauracji, stowarzyszeń, blogerów... Były nawet stoiska z designerskimi ciuchami, przepięknymi filiżankami i kubkami (KALVA) oraz wiele innych atrakcji.

Nie zabawiliśmy tam długo, bo w planach mieliśmy wyjście do kina, ale spróbowaliśmy kilku fantastycznych potraw.
Po pierwsze: przepyszna tarta z marchewką i boczkiem (która na ciepło na pewno smakowałaby jeszcze lepiej!) od bardzo miłych Panów z Gotowanie z Pasją. Tarta wyglądała i smakowała bardzo dobrze, poza tym była niesamowicie sycąca. 



Na stoisku cukierni Tartelette  spróbowaliśmy przepysznych, maleńkich babeczek z budyniowym kremem waniliowym i malinami. Niebo w gębie! Jak to mówią: mała rzecz a cieszy. Dziewczyny spróbowały również bardzo dobrego ciasta z galaretką owocową.


Na koniec udaliśmy się do Burgertaty, na słynne burgery z ciężarówki. Postawiłyśmy na serowe smaki: Aga i ja zamówiłyśmy na pół burgera z serem gorgonzola (Don Blue - wołowina, ser gorgonzola, sałata, pomidor, czerwona cebula, ketchup), dziewczyny zamówiły burgera z pomarańczowym serem Mimolette (Cheese - wołowina, ser Ementaler, ser Mimolette, sałata, czerwona cebula, ogórek konserwowy, pomidor, majonez, ketchup). Burgeromaniaków znalazło się wielu, więc trzeba było trochę poczekać. W międzyczasie udaliśmy się na stoisko z winem gruzińskim.
Zanim burgery były gotowe, zdążyliśmy już wypić nasze wino i trochę się podenerwować, że nie zdążymy dojechać do kina na czas. Ale warto było poczekać - burgery były bardzo dobre, wzięliśmy je na wynos i pałaszowaliśmy w tramwaju. 

Supra - wino z Gruzji


Kosmiczny burger
Znane wszystkim hasło promocyjne głosi: Wrocław - miasto spotkań.  
Święta prawda!

Piątek, godzina 16.30. Wiatr wieje, z nieba pada bliżej nieokreślony śniegodeszcz.
Udajemy się na Dworzec Główny, zaopatrzone w butelki wody mineralnej, pizzerinki i batoniki dla dzieci.
Nasza podróż rozpoczyna się punktualnie o 16.53, w wagonie jesteśmy tylko my i jakaś starsza pani. Przed nami 265 km do przebycia. Najbliższe 6 godzin spędzimy w luksusowym pociągu ;)
Żegnamy stary, dobry Kraków i udajemy się do Wrocławia...





Pociąg na trasie Kraków-Katowice wlecze się niemiłosiernie, mamy prawie pół godziny opóźnienia. Na szczęście w okolicach Opola udaje nam się odrobić straty i docieramy do Wrocławia punktualnie o 22.40.
Studencki bilet PKP na tej trasie kosztuje 21 zł, a bilet autobusowy 29 zł (kupiony wcześniej przez internet) lub 35 zł (u kierowcy). Wybrałyśmy tańszą opcję jadąc do Wrocławia, droższą (ale znacznie szybszą!) zostawiłyśmy na drogę powrotną.

Edyta czeka na nas na peronie. Trochę zmęczone i zmarznięte kierujemy się na przystanek tramwajowy i stamtąd do jej mieszkania.

Jak dobrze! Kubek gorącej kawy, smażone pierogi ze szpinakiem i przepyszne ziemniaki na waflu (zrobione przez babcię Edyty) stawiają nas na nogi. Ten porządny zastrzyk energii pozwala nam przegadać prawie całą noc.





Sobotni poranek jest szary i chłodny. Budzimy się dość wcześnie, paradoksalnie całkiem wyspane. Kuchnia w mieszkaniu Edyty sprzyja długim rozmowom. Zasiadamy więc przy wielkim stole, zza okien słychać stukot tramwajów, pachnie kawą. Posilamy się jajecznicą na kiełbasie i domowym chlebem i powoli (bardzo, bardzo powoli...) zbieramy się do wyjścia.
Pierwszy punkt naszej wycieczki - Stadion Miejski.

W tramwaju zaczyna robić się coraz bardziej zielono... Kibice Śląska Wrocław wsiadają na każdym przystanku.
- Czy dzisiaj jest jakiś mecz? - pytam zaniepokojona.
- Nie, no co Ty! Tutaj ludzie często noszą te zielone szaliki, tak na co dzień, no wiesz, jako zwykły element garderoby. - uspokaja mnie Edyta.

Chyba jednak tym razem moja koleżanka nie ma racji. No tak, dziś JEST mecz! Nie mamy co do tego wątpliwości. Po kilku chwilach tramwaj jest już prawie całkiem pełny, a nas zagaduje grupa "zielonych". No cóż, nie udało nam się wybrać dobrego terminu na zwiedzanie Stadionu...

Z powodu meczu, tłumów kibiców i okropnej pogody (zimno!!!) zdołałyśmy jedynie przespacerować się zabłoconą alejką nieopodal Stadionu i zrobić kilka zdjęć. Jakieś pół godziny później jedziemy już z powrotem do centrum specjalnym tramwajem z szalikiem wyświetlającym się obok numeru linii :) Mijają nas podobne tramwaje, zmierzające w stronę Stadionu, wypchane po brzegi zielonymi ludźmi w zielonych szalikach.





Wysiadamy przy Placu Jana Pawła II i kierujemy się w stronę Rynku. Po drodze wchodzimy do Kina Nowe Horyzonty , gdzie znów możemy poczuć się jak dzieciaki ze szkoły podstawowej. W hallu kina można zaszaleć na jednej z huśtawek i umilić sobie czas oczekiwania na film. Niestety nie mamy zbyt dużo czasu, więc ruszamy dalej w kierunku Rynku, zatrzymując się przy każdym napotkanym krasnalu :)

Docieramy na Rynek od strony Placu Solnego. Naszym oczom ukazują się przepiękne, kolorowe kamieniczki. Mimo pogody, to miejsce jest pełne magii i uroku. Wrocławski Rynek należy do moich ulubionych miejsc w Polsce, uwielbiam go prawie tak samo jak Rynek w Krakowie.

Spacerujemy, podziwiając kolorowe budowle, piękny Ratusz, pomnik Aleksandra Fredry i niezliczoną ilość knajpek. Odpoczywamy na chwilę przy fontannie, robimy zdjęcia, nasłuchujemy dźwięków instrumentów dętych, dobiegających gdzieś zza rogu...

Chłód potęguje uczucie głodu, kierujemy się więc szybkim krokiem w stronę ulicy Kuźniczej, na najlepsze naleśniki we Wrocławiu.










Z zewnątrz naleśnikarnia wygląda bardzo niepozornie. W środku jest tłoczno, ciężko o wolny stolik. Dzięki wystrojowi wnętrza przenosimy się do Paryża - otaczają nas Wieże Eiffla, pachnie świeżymi naleśnikami, gra spokojna muzyka. Dziewczyna z czerwoną apaszką na szyi przynosi nam menu, które wygląda jak naleśnik! Istne szaleństwo!

W menu znajdziemy naleśniki klasyczne i takie, które wydają się być totalną wariacją. Na słodko i na ostro. Z jednym składnikiem i z całą masą różnych dodatków. Raj dla fanów francuskich crêpes! Po dłuższej chwili decyduję się na naleśnika z białym serem, malinami, kiwi i Nutellą, o wdzięcznej nazwie Sweet&Sour. Edyta zamawia klasycznego naleśnika z musem jabłkowym i dodatkowo z cynamonem (Zizi). Monika decyduje się na Nono z serem żółtym, łososiem wędzonym, kukurydzą, pomidorami i z sosem czosnkowym. Do tego herbata i woda mineralna, żeby uzupełnić płyny :)

Naleśniki smażą się na typowym, francuskim urządzeniu, które sprawia, że są duże, cieniutkie i chrupiące. Po kilku chwilach lądują na naszych talerzach, wypchane farszem i pachnące.
Sweet&Sour jest obłędny - połączenie słodkiej Nutelli z kwaśnym kiwi, sosem malinowym i serem białym bardzo mi smakuje. Cynamonowo-jabłkowy Zizi pięknie pachnie, smakuje prawie jak szarlotka. Nono jest naprawdę "nadziany" - w środku jest dużo sera, łososia i warzyw. Takie naleśniki mogłabym jeść codziennie - od rana do wieczora, na śniadanie, obiad i kolację! W menu jest tyle pozycji, że nawet najbardziej wybredna osoba znajdzie coś dla siebie.

Spędzamy trochę czasu w tej przyjemnej naleśnikarni nieopodal wrocławskiego Rynku.
W towarzystwie pysznego jedzenia i francuskich bibelotów nabieramy sił na resztę intensywnego dnia
(i wieczoru). Mimo, że knajpka jest niewielka, można tam odetchnąć, najeść się do syta i poczuć się trochę jak w prawdziwej, paryskiej naleśnikarni.
Uwielbiam takie miejsca i na pewno jeszcze tam wrócę!

Naleśnik Sweet&Sour (biały ser, kiwi, maliny, Nutella): 15 zł
Naleśnik Nono (ser żółty, łosoś wędzony, kukurydza, pomidor): 15 zł + sos czosnkowy
Naleśnik Zizi (mus jabłkowy): 11 zł + cynamon
Woda mineralna: 4 zł
Herbata: 4 zł

FC Naleśniki
ul. Kuźnicza 63/64
Wrocław