Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naleśniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Naleśniki. Pokaż wszystkie posty
PONIEDZIAŁEK - DZIEŃ CZWARTY

Ciao Ragazzi!

Pogoda latem nawet w słonecznej Italii bywa kapryśna. Intensywne opady deszczu nad jeziorem Como pokrzyżowały nam wycieczkowe plany. Pojedziemy więc do Cremony, niewielkiego miasteczka oddalonego od Mediolanu ok. 90 km. na południe.

Bilety kupiliśmy dzień wcześniej w automacie biletowym na Dworcu Głównym (Stazione Centrale). Automatów jest dużo i są bardzo łatwe w obsłudze. Oczywiście można też tradycyjnie kupić bilet w kasie - szukajcie okienka z napisem Bigiletteria.

Za trzy bilety na trasie Mediolan-Codogno-Cremona zapłaciliśmy 21 euro.

W oczekiwaniu na pociąg warto pospacerować po mediolańskim dworcu, który jest naprawdę piękny.




Podróż mija szybko i przyjemnie. W Codogno mamy przesiadkę - pociąg do Cremony jest maleńki, ma zaledwie jeden wagon. Mamy kilka minut opóźnienia, więc zaliczamy krótki jogging po peronie. A teraz BARDZO WAŻNA INFORMACJA - pamiętajcie, że bilet kupiony zarówno w automacie jak i w kasie trzeba skasować zanim wsiądziemy do pociągu (na peronach są takie "kasowniki", ale nie rzucają się specjalnie w oczy). Po skasowaniu na bilecie będzie widoczna aktualna data i godzina, co umożliwi weryfikację jego ważności. My nie zrobiliśmy tego w Mediolanie (bo nie wiedzieliśmy, że trzeba) i mieliśmy z tego powodu małe nieprzyjemności. Na szczęście Pan Konduktor udzielił nam pouczenia i bez większych kłopotów dotarliśmy do Cremony.


Cremona leży nad rzeką Pad, na wschód od Piacenzy. To rodzinne miasto najwybitniejszego włoskiego lutnika, który nazywał się Antonio Stradivari. Cremona jest miastem skrzypiec. Znajduje się tam słynne muzeum w Palazzo Comunale, w którym można zobaczyć skrzypce il Cremonese zbudowane w 1715 r. Poza tym ten instrument to motyw przewodni całego miasteczka, co zobaczycie na zdjęciach poniżej.

W kiosku na dworcu kupujemy mapę i od razu wyruszamy w kierunku centrum. Od pierwszej minuty Cremona mnie zachwyca. Jest zupełnie inna niż wszystkie włoskie miasta, które do tej pory odwiedziłam. Przede wszystkim jest zupełnie inna niż Mediolan. Spokojna. Urokliwa. Trochę retro.
Życie płynie tu leniwie, starsze osoby spacerują, młodsze przemieszczają się na starych rowerach.

A może śniadanie u Tiffany'ego?





Spacerujemy urokliwymi uliczkami miasteczka w poszukiwaniu jakiejś przyjemnej kawiarenki. Wszystko jest takie urocze i klimatyczne, że nie mogę rozstać się z aparatem fotograficznym.


Wchodzimy do kościoła Świętej Agaty (Chiesa di S. Agata, Lavasecco Sant'Agata Di Sonia), który znajduje się przy Corso Giuseppe Garibaldi. Pierwotny kościół, zbudowany w 1077 r., został odbudowany w stylu romańskim w XII wieku. Z dawnego kościoła pozostała dziś tylko dzwonnica na planie kwadratu i najstarszy dzwon w mieście.



Na końcu ulicy widzimy kościół Św. Agaty



Najwyższy czas na chwilę odpoczynku przy kawie. Przy Corso Garibaldi znajduje się mała, przyjemna kioskokawiarnia - Costadoro Coffee Lab. Po filiżance cappuccino i sprawdzeniu trasy na mapie wyruszamy dalej, w kierunku zabytkowej katedry.

Costadoro Coffee Lab
Corso Giuseppe Garibaldi 65
Cremona 




Ciężko jest opisać urokliwe, wąskie uliczki Cremony - magię tego miasta przynajmniej po części starałam się uchwycić na zdjęciach. Mogę jedynie dodać, że poza cudownymi włoskimi zaułkami, maleńkimi kawiarenkami, warsztatami lutniczymi i starymi kościółkami, zobaczyliśmy i poznaliśmy tam naprawdę miłych i otwartych na turystów ludzi.




Docieramy na Piazza Stradivari, gdzie znajduje się pomnik wielkiego lutnika. Palazzo Comunale (ratusz) i słynne Muzeum Skrzypiec są widoczne z daleka. Kilka kroków dalej, na głównym placu znajduje się przepiękna katedra - Cattedrale di Santa Maria Assunta - z najwyższą we Włoszech kampanilą (dzwonnicą) mierzącą 112,27 m. Budowę katedry rozpoczęto w 1107 r., a zakończono w 1332 r.
Obok katedry znajduje się romańskie baptysterium z chrzcielnicą.

Sam plac i katedra są chyba najpiękniejszą częścią Cremony. Trudno jest to ocenić, bo - jak już pisałam wyżej - całe miasto jest niesamowicie urokliwe.




Katedra

Pomnik A. Stradivariego

Z tyłu katedry znajduje się maleńki lokalik o wdzięcznej nazwie Il Kiosketto. W środku wszystko jest biało-niebieskie, a dania dnia są wypisane kolorową kredą na tablicy. Możemy tam zjeść piadine i naleśniki. Czego chcieć więcej?


Zamawiamy naleśnika z Nutellą i karmelem i dwie piadiny (speck, brie, rukola). Speck to specjał wędliniarski z Tyrolu i Trydentu Górnego, przypomina w smaku szynkę parmeńską i słoninę. Zarówno naleśnik jak i piadina są przepyszne! Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócę do Cremony i odwiedzę Il Kiosketto.

Il Kiosketto
Largo Boccaccino 40
Cremona

Naleśnik: 3,50 euro
Piadina: 4,50 euro
Coca-Cola 0,5l: 2 euro
3 osoby najadły się i napiły za 14,50 euro





Po obiedzie krążymy jeszcze uliczkami Cremony i udajemy się na chwilę do parku miejskiego (Giardini Pubblici Papa Giovanni Paolo II). Niestety nie mamy już siły wybrać się nad rzekę Pad, jest zbyt gorąco. Po krótkim odpoczynku wracamy spacerem na dworzec kolejowy, gdzie kupujemy bilety na bezpośredni pociąg do Mediolanu (cena jest taka sama jak na pociąg, którym jechaliśmy z Mediolanu rano z przesiadką).





W pociągu ucinam sobie drzemkę. Jest to jeden z szybkich pociągów, który osiąga prędkość nawet 130 km/h. Koło 17:00 jesteśmy już w Mediolanie. Wracamy na chwilę do hotelu (właściwie tylko po to, żeby zostawić niepotrzebne rzeczy i przebrać się), a później od razu jedziemy na kolację do Vintage Coctail Bar. W poprzednim poście dotyczącym Mediolanu pisałam Wam już o tym miejscu.





Trudno mi uwierzyć, że to już nasza ostatnia kolacja przy Ripa di Porta Ticinese. Jutro wieczorem będziemy już w drodze na lotnisko. Nie chcę wracać, mogłabym tutaj zostać. Nie tylko ze względu na pyszne jedzenie :)






Po kolacji wybieramy się na ostatni spacer po Ripa di Porta Ticinese. Grupa młodych chłopaków gra niezły jazz. W małym antykwariacie jest wyprzedaż książek i każda kosztuje jedynie 2 euro. Zachodzące słońce nadaje budynkom i wodzie magicznych kolorów. Zostaję tutaj, nie wracam!




Robi się coraz później. Wracając do hotelu zahaczamy jeszcze o Piazza del Duomo, żeby zobaczyć katedrę i Galerię Vittorio Emanuele II po raz ostatni nocą.


SOBOTA - DZIEŃ CZWARTY

Sobotni poranek rozpoczynamy od kawy we włoskiej knajpce na rogu ulicy Jaromirovej i Ostrčilovo náměstí. L'Italiano to typowa, włoska restauracja, która serwuje popularne w Italii specjały takie jak pizza, makarony, lody, desery i wina. O poranku panuje tam spokój, jesteśmy jednymi z pierwszych klientów. Wnętrze jest jasne i przestronne a obsługa bardzo miła. Wieczorami przesiaduje tam zarówno mnóstwo miejscowych, jak i turystów. W porze obiadowej możemy natrafić na ciekawe promocje. Zamawiamy kawę i delektujemy się nią przy dźwiękach spokojnej muzyki. Zapach pizzy, świeżych pomidorów i apetycznych deserów jest bardzo kuszący, niestety jesteśmy świeżo po śniadaniu, dlatego po filiżance cappuccino opuszczamy lokal i udajemy się na zwiedzanie czeskiej stolicy.

L'Italiano
Jaromirova 1
Praha






Spędzamy w tramwaju trochę czasu, jedziemy na północ Pragi na wzgórze Letná. Letenské sady (czyli spory park) to doskonały punkt widokowy. Po opuszczeniu tramwaju musimy pokonać kilkadziesiąt schodów, żeby dotrzeć do celu. Na szczycie wzgórza znajduje się gigantyczny metronom, który zastąpił jakieś dwadzieścia lat temu pomnik Stalina. Co ciekawe, znajduje się tam również lina, na której powieszonych jest kilkadziesiąt par butów. Poza niesamowitym widokiem, Letenské sady mają sporo do zaoferowania. Park jest idealnym miejscem na spacer, piknik, odpoczynek na ławce czy naukę jazdy na rolkach. Młodzież może pojeździć na deskorolce albo na rowerze, starsi spacerują z psami. My też robimy sobie krótką przerwę, siadamy na ławce pod jednym z drzew, obserwujemy przechodniów i pałaszujemy drożdżówki.





Štefánikův Most łączy podnóże wzgórza z dzielnicą żydowską. Josefov jest bardzo klimatyczny, niestety też bardzo zatłoczony. Ratusz i synagogi są jednak warte zobaczenia... Zanim wrócimy na Stare Miasto, pospacerujemy urokliwymi uliczkami, nie zważając na tłumy.








Po długim spacerze (z Josefova przez Stare Miasto aż do Václavskégo náměstí) umieramy z głodu. Żeby ten dzień był tak NAPRAWDĘ multikulturowy udajemy się do francuskiej kawiarni niedaleko Teatru Narodowego. Café Louvre istnieje od 1902 roku. Bywali tam Franz Kafka, Karol Čapek i Albert Einstein. Kawiarnia ma rzeczywiście bogatą historię, więcej możecie przeczytać sobie TUTAJ. Wnętrze kamienicy i samej kawiarni zapiera dech w piersiach. Wchodząc tam, czujesz się zupełnie inaczej, jakbyś wsiadł/a w wehikuł czasu i wylądował/a w Pradze jakieś sto lat temu. W moich "wycieczkowych" ciuchach, trampkach i z bawełnianą torbą na ramieniu czuję się trochę idiotycznie...
Zasiadamy przy dużym stole, kelner przynosi nam karty. Zamawiamy ciemne piwo Bernard i kawę latte. Ceny są bardzo przystępne, a dania międzynarodowe. Każdy znajdzie tam coś dla siebie! Żeby było na 100% "po francusku" decydujemy się na naleśniki z twarożkiem i rodzynkami w rumie (ok, wiem, że ciemne piwo nie do końca pasuje do naleśników, ale w końcu jesteśmy w Czechach!).
Naleśniki wyglądają bardzo apetycznie: podane z kleksem bitej śmietany (prawdziwej!), posypane cukrem pudrem i orzechami...
To były jedne z lepszych naleśników, jakie jadłam. Smakowały podobnie do tych, które pałaszowałyśmy w Paryżu; nadzienie przypominało to, które robi moja babcia... Pyszne były!
Café Louvre to miejsce, w którym czas się cofa. To kolejny kawałek Paryża w czeskiej stolicy. To miejsce, w którym wypoczywasz i masz ochotę na obcowanie ze sztuką. I na jedzenie pysznych naleśników...

Café Louvre

Národní 22
Praha 1

Naleśniki z twarożkiem i rodzynkami: 69 Kc
Piwo Bernard 0,3l: 32 Kc
Latte: 46 Kc
Trzy osoby najadły się i napiły za 317 Kc








Po popołudniowym odpoczynku wyruszamy po raz kolejny na Plac Wacława (Václavské náměstí). Udajemy się do Pałacu Lucerna (o którym trochę pisałam TUTAJ), do kawiarni Lucerna.
Wnętrze jest klimatycznie oświetlone, kilka stolików jest zajętych przez sączących piwo gości. Bar przywodzi na myśl sceny ze starych filmów. Z okien kawiarni możemy podziwiać rzeźbę świętego Wacława na koniu, która znajduje się w pałacowym korytarzu. Siadamy niedaleko stylowego baru, dołączamy do grona sączących czeskie piwo. Rozmawiamy, planujemy nasze ostatnie dni w tym magicznym mieście, słuchamy muzyki, przyglądamy się ludziom. Uwielbiam takie momenty, kiedy czuję, że chłonę klimat danego miasta i wiem, że powoli je poznaje, przyzwyczajam się, odkrywam. Lucernę trzeba odwiedzić! To jedno z tych miejsc, których w Pradze nie można ominąć.

Kavarna Lucerna
Vodičkova 36
Praha 

Piwo Pilsner 0,5l: 38 Kc







Praga jest przepiękna o każdej porze dnia i nocy, ale to właśnie zachodzące słońce i zapadający zmrok dodają temu miastu najwięcej magii i uroku. Spacerujemy długo praskimi uliczkami, wybieramy się jeszcze na chwilę nad Wełtawę. Wracając do hotelu zatrzymujemy się jeszcze U Bansethů żeby zjeść kolację (więcej o tej knajpce pisałam TUTAJ). W tej czeskiej hospodzie można naprawdę dobrze zjeść! Tym razem decydujemy się na pikantní nakládaný Hermelín czyli bardzo mocno doprawiony, marynowany ser typu Camembert, podawany z dużą ilością cebuli i przypraw. Do tego oczywiście piwo i świeży chleb, zwany tutaj čerstvý :) Tego wieczoru nakládaný Hermelín staje się moją ulubioną, czeską przekąską. Jest miękki, pikantny i bardzo smaczny, idealnie smakuje z piwem. O takim jedzeniu marzysz po dniu pełnym wrażeń!

Pikantní nakládaný Hermelín: 66 Kc
1/2 chleba: 15 Kc
Piwo Pilsner 0,5l: 39 Kc
Piwo Pilsner 0,3l: 26 Kc

Trzy osoby najadły się i napiły za 304 Kc