Natknęłam się ostatnio na fantastyczną stronę, dzięki której można przerabiać zdjęcia i nadać im wygląd sprzed lat. Nie mogłam się powstrzymać (kocham vintage!) i przerobiłam kilkanaście zdjęć, w większości znanych Wam już z poprzednich postów.

Enjoy!

 Śniadanie w Charlotte

 Śniadanie w Charlotte

 Camelot

 Camelot

 Paryż

 Praga



 Krakowski Kazimierz

 Nap Nap Cafe

 Genewa

 La Petite France

 Zdjęcie dobrze znane...

 Praga

Paryż

Praga

Śniadanie w Charlotte

vintagejs.com
Wiosna w pełni!!!

Postanowiłam uzupełnić garścią dźwięków sporą dawkę zdjęć, jaką Wam ostatnio zaserwowałam.
Dla mnie to właśnie muzyka (oraz oczywiście zapachy i smaki!) najlepiej przywołuje wspomnienia z danego okresu. Poza tym chciałam przeanalizować kilka ostatnich miesięcy - zobaczyć co było dla mnie wtedy ważne i co najgłębiej zapadło mi w pamięć.

Od świąt do świąt, od grudnia do kwietnia, od zimy do wiosny.

GRUDZIEŃ

Grudzień taki niezimowy, mało świąteczny. Śniegu nie ma. Mnie to akurat cieszy, bo nie czuję przeszywającego zimna kiedy czekam na mój tramwaj, ale niestety klimatu Bożego Narodzenia również nie odczuwam. Szwendam się po klubach jazzowych, po targach ręcznie robionych rzeczy, po przytulnych kawiarenkach. Szukam tego świątecznego nastroju w kubku aromatycznej kawy z miodem i cynamonem, w rozmowie z najbliższymi, w leniwych porankach spędzonych pod ciepłym kocem. Czy w końcu go znajduje? Nie wiem. Ale znajduję dwie stówy leżące na chodniku, zmięte i trochę ubłocone. Taki świąteczny podarunek od losu.


STYCZEŃ

Styczeń to dziwny miesiąc. Nie lubię stycznia. Nie lubię początku roku. Dla mnie to wcale nie jest czas na zmiany! To czas poświątecznego zmęczenia, najgorszej pogody, stresujących egzaminów i dziwnych wydarzeń. Z drugiej strony to również miesiąc, w którym przypadają moje urodziny (i to chyba jest jedyny powód, dla którego jestem w stanie go zaakceptować i nie wykreślić z kalendarza). W głębi duszy wciąż jestem jeszcze dzieciakiem i niesamowicie cieszę się z tego dnia. Dlatego, że jest to okazja do spotkania się z tymi wszystkimi, z którymi nie mam czasu spotykać się tak często jakbym chciała. I dlatego właśnie urodziny powinno się świętować minimum raz na miesiąc ;)


LUTY

Dużo stresów i sporo relaksu. Cisza i muzyka. Trochę smutków i odrobinę radości.
Mnóstwo dobrego jedzenia, słonecznych dni i fantastycznych spotkań.
No i Kraków, którego uroków chyba wcześniej nie potrafiłam tak naprawdę docenić.


MARZEC

Zamknęłam pewien etap w moim życiu. Byłam już bardzo zmęczona monotonią, szukałam jakiegoś konkretnego celu. Wszystko wydawało mi się nudne, powierzchowne, bezsensowne. Szukałam, szukałam i nie mogłam znaleźć. Miałam dość wszystkiego i wszystkich, potrzebowałam chociażby najmniejszej zmiany w moim życiu, żeby zacząć tak NAPRAWDĘ żyć.

I chyba zaczęłam.


KWIECIEŃ

Dawno tak szybko nie minął mi żaden miesiąc. To był ekspresowy kwiecień, spędzony gdzieś pomiędzy Bielskiem a Krakowem, pomiędzy intensywnymi weekendami a pracowitymi dniami roboczymi. Tyle osób, tyle miejsc, tyle miłych wspomnień! I trzy dni błogiego wypoczynku, bo przecież Wielkanoc. Nic tylko biegać na zielonej trawce (albo siedzieć za suto zastawionym stołem, co niestety w moim przypadku tak właśnie wyglądało)! Kwiecień na pewno na dłużej pozostanie w mojej pamięci. To był dobry miesiąc.


A jak jest teraz i jak będzie?

Nie wiem. Zrobiłam listę marzeń do spełnienia po obejrzeniu filmu "The Bucket List" ("Choć goni nas czas"). Powoli realizuję to, co sobie założyłam, zaczynając oczywiście od tych mniejszych marzeń. Mam nadzieję, że na spełnienie tych większych i trudniej osiągalnych też nadejdzie czas.

Przez ostatnie pięć miesięcy powoli budziłam się z długiego, zimowego snu. Potrzebowałam czasu żeby zrozumieć pewne rzeczy. Wielu nadal nie rozumiem (albo nie chcę zrozumieć). Równie wiele chcę zmienić. Mimo to cieszę się z tego, co ma nadejść.
Mam nadzieję, że to będzie dobry rok.
Czuję to!


Tak dawno nie pojawił się tu żaden wpis z jednego z moich ulubionych cykli! Zaniedbałam Retrospekcje. Nie wiem jak mogłam do tego dopuścić, przecież mieszanka zdjęć z każdego miesiąca jest chyba najbardziej osobistą częścią tego bloga! Więc będzie 5 w 1, skondensowana wersja ostatnich pięciu miesięcy,

Od świąt do świąt, od grudnia do kwietnia, od zimy do wiosny.

GRUDZIEŃ








STYCZEŃ








LUTY






MARZEC



KWIECIEŃ





Cześć!!!

Minęło trochę czasu odkąd się ostatni raz "widzieliśmy".
Mam nadzieję, że się za mną stęskniliście!
Dni w kalendarzu mijają nieubłaganie szybko.
W powietrzu czuć wiosnę.

Ktoś kiedyś powiedział, że wiosna to najlepszy czas na zmiany. Taka pobudka po szarej i długiej zimie. W tym roku wprawdzie nie było aż tak szaro i tak zimno, ale wyższe temperatury, cieńsze ubrania i dłuższe dni cieszą wszystkich. Nie pozostaje nam więc nic innego niż OBUDZIĆ SIĘ.

Słoneczna sobota. Jedna z wielu krakowskich sobót.

Sobota jest moim ulubionym dniem tygodnia, pisałam to już chyba ze sto razy. Nie ma nic lepszego od słodkiego śniadania na Kazimierzu w taką właśnie pogodną, wiosenną sobotę!

Pora jest trochę nieludzka, bo chyba 10 rano, a my już od co najmniej dwóch godzin jesteśmy na nogach. Nietypowa sytuacja, zwłaszcza w weekendy. W każdym razie jesteśmy na Kazimierzu. I łazimy od dobrych kilkunastu minut w poszukiwaniu kawy i czegoś na przekąskę. Czegoś słodkiego.

Bywalcy Kazimierza znają na pewno bardzo dobrze Finkę. Do Finki przychodzi się wieczorem na piwo z sokiem z czarnego bzu. Albo na drinka. Można zasiąść na wygodnej kanapie, zapalić papierosa i najzwyczajniej w świecie pogadać. Można spotkać tam czasami naprawdę szalone osobniki. Można się poczuć jak na domówce, bo klubokawiarnia mieści się w kamienicy i posiada taki "domowy" klimat, zwłaszcza pomieszczenia na piętrze. Finka absolutnie zawsze kojarzyła mi się z wieczornymi wyjściami. Do czasu sobotniego przedpołudnia, kiedy to odwiedziliśmy to miejsce w celu spożycia ciacha i kawy.

W środku pusto. Kilka minut po 10 nikogo to nie dziwi. Wnętrze jest przyjazne, takie trochę eko, trochę minimalistyczne. Mocniejsze kolory też się znajdą. Barmanka zachęca nas do spróbowania brownie i tarty wiśniowej. Ciacha wyglądają bardzo dobrze, więc je zamawiamy. Do tego kawa. Ale nie byle jaka. W końcu jest sobota, trzeba zaszaleć! Kawa o ciekawej nazwie Warm Coconut to wymyślny napój o smaku kokosu i pomarańczy. Z likierem i wiórkami kokosowymi. Smak zimy i lata w jednej szklance!

Siedzimy przy stoliku zrobionym z drewnianych skrzynek, sączymy naszą odlotową kawę i jemy ciacho z papierowych talerzyków. Talerzyki są eko na 100% . Niektórych może to denerwować, bo papier pod wpływem ciepła (ciacha zostały lekko podgrzane) robi się miękki. No ale czego się nie robi dla dobra naszej planety? :)

Brownie i tarta wiśniowa są ok. Może nie powalają na kolana, ale są smaczne. Kawa za to miażdży! Następnym razem skuszę się na nią wieczorem. I wypróbuję innych kawowych wariacji.

Morał z tego taki: Finka daje radę nie tylko wieczorową porą!

Finka
ul.Warszauera 1
Kraków

Kawa Warm Coconut: 14 zł
Brownie: 8 zł
Tarta z wiśniami: 8 zł