Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antycafe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antycafe. Pokaż wszystkie posty
Kilka dni temu odczułam nagłą potrzebę wybrania się na koncert. Nie musiałam daleko szukać - na facebookowym fanpage'u Antycafe wyświetliła się informacja o występie niejakiego Bajzla. Nie słyszałam wcześniej o tym artyście, ale zachęciło mnie to, co o nim przeczytałam. 

BAJZEL - to niespokojny, artystyczny duch, który sam komponuje, pisze teksty i nagrywa wszystkie dźwięki. Przy pomocy zapętlania sampli perkusyjnych, gitar granych oraz wokali śpiewanych przez niego na żywo tworzy muzykę do złudzenia brzmiącą jak kilkuosobowa formacja. Jego charyzmatyczne występy, przysporzyły mu sporo fanów w całej Polsce. Muzyk ma na swoim koncie trzy świetnie przyjęte płyty. 

Wysłuchałam kilku kawałków YouTube, poinformowałam znajomych i takim sposobem wylądowałam wczoraj wieczorem na Sławkowskiej, w Antycafe.

W środku jeszcze niezbyt tłoczno, widzę wolny stolik nieopodal sceny. Akurat dla naszej siedmioosobowej grupy! Koncert miał się zacząć o 19.00, niestety rozpocznie się godzinę później. No cóż, nie ma co narzekać, lepiej udać się do baru po piwo :) Już kiedyś pisałam, że bardzo lubię Antycafe - przyjemna atmosfera, ciekawe wnętrze, niezła muzyka i cena piwa jako taka (zważywszy na to, że knajpa mieści się kilka kroków od Rynku, 7zł za kufel jest do zaakceptowania). 

Siedzimy, rozmawiamy, ludzi przybywa. Kilka minut po 20.00 na scenę wychodzi odziany w dres, niepozorny chłopak z gitarą. Z głośników wydobywają się pierwsze dźwięki muzyki, kolorowe światła zaczynają migotać, dym osnuwa scenę. Nogi mimowolnie przytupują pod stołem, a palec wskazujący uderza o kufel w rytm muzyki. Bajzel daje czadu! Człowiek orkiestra. Ludzie zaczynają tańczyć. Facet ma świetny kontakt z publicznością! Na żywo jego muzyka bardzo zyskuje - gitara i wokal brzmią świetnie, Bajzel energicznie podskakuje na scenie, potrafi zaczarować słuchaczy. Pod koniec koncertu knajpa jest wypełniona tańczącymi ludźmi. Publiczność szaleje!

Charyzmatyczny artysta, muzyka pełna energii, mocne teksty, wybuchy oklasków - to był naprawdę świetny koncert. Koniecznie powtórka w najbliższym czasie!








 








W drodze powrotnej wstępujemy do Pijalni Wódki i Piwa na "szybkie" małe piwo. 

Knajpka z cyklu: nasz mały PRL. Odpalamy wehikuł czasu i przenosimy się na chwilę do tamtych lat. Ściany wytapetowane starymi gazetami, gdzieniegdzie pożółkłe plakaty, w rogu stary telewizor. Bardzo tłoczno, istne stand-up party! Przy zastawionym kuflami barze toczą się rozmowy. W końcu to czwartkowy wieczór, prawie weekend... No i te kuszące ceny - napoje za 4 zł, przekąski za 8 zł. To mi się podoba!

Po koncercie pana Bajzla i kilku chwilach spędzonych w czasach PRL-u, uznaję wieczór za bardzo udany. Pora udać się na ostatni tramwaj i wrócić do rzeczywistości. 

Pijalnia Wódki i Piwa
ul. św. Jana 3/5
Kraków









Pech mnie prześladuje!

Ten tydzień był dla mnie trochę zakręcony. Bardzo się cieszę, że jakoś udało mi się przetrwać do piątku… Mam nadzieję, że od jutra będzie już trochę mniej pechowo. Z samego rana wybieram się do Warszawy, co mnie niezmiernie cieszy, bo nigdy nie miałam okazji być tam dłużej niż kilka godzin. Relacja w z wycieczki do stolicy pojawi się tutaj początkiem tygodnia. Dziś natomiast odwiedzimy  knajpkę, o której już wcześniej chciałam wspomnieć.

Antycafe, Klubokawiarnia Bez Widoków. Klikanaście sekund od Rynku, mniej więcej w połowie Sławkowskiej, szklana witryna, szklane drzwi. Wnętrze ciekawe, niektóre fotografie i malunki na ścianach trochę szokujące. Bywałam tam wiele razy, ale zawsze po zmroku, kiedy lokaj pękał w szwach, przez co nigdy nie udało mi się zwrócić uwagi na takie szczegóły. Dwa bary, sporo miejsca do siedzenia, dobra muzyka. Jest też niewielka scena, na wypadek koncertu. Rzut beretem do Jazz Rock Cafe (wystarczy zejść do podziemi). To miejsce ma klimat, bez dwóch zdań.


Po południu w lokalu jest jeszcze dużo miejsca. Zajmujemy wygodną kanapę na końcu sali, nade mną wisi fotografia mężczyzny odzianego jedynie w slipy ;) Przy barze miła dziewczyna poleca nam grzane piwo – do wyboru jasne i ciemne. Ciemny czeski Kozel z sokiem imbirowym idealnie rozgrzewa w chłodny dzień. Nie spodziewałam się, że to piwo podane na ciepło smakuje tak dobrze! Wyczuwam nutę karmelu, z którą komponuje się imbir. To chyba jedno z najlepszych grzanych piw jakie kiedykolwiek piłam. Kolejny smak jesieni odkryty. Czas mija leniwie przy rozmowie i dobrej muzyce, nie chce się wychodzić... Na pewno spędzę tam jeszcze niejeden krakowski wieczór! A w te najbliższe, coraz chłodniejsze wieczory chętnie napiję się grzanego piwa...

Grzane piwo: 8,50 zł

Antycafe
ul. Sławkowska 12
Kraków